Nieznany sprawca z nieustalonych przyczyn przeciął światłowód telekomunikacyjny przy ul. Słonecznej. Straty wynoszą 12 tys. złotych.
Autor artykułu: PePe
Nieznany sprawca z nieustalonych przyczyn przeciął światłowód telekomunikacyjny przy ul. Słonecznej. Straty wynoszą 12 tys. złotych.
Autor artykułu: PePe
Na spotkaniu z wyższymi oficerami z ośmiu krajów, trudno nie zadać najbardziej dziś palących pytań: o zagrożenia dla świata ze strony terroryzmu, o atak USA na Afganistan, o to, czy mieszkańcy Europy mogą czuć się bezpieczniej niż Amerykanie?
Wojskowi z Danii, Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii, Szwecji i Norwegii zjechali do Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu na IV Konferencję Uczelni Wojskowych Państw Basenu Morza Bałtyckiego (pierwsza odbyła się w Danii, następną zaplanowano na Łotwie). Przewodniczy komendant – rektor wrocławskiej uczelni gen. bryg. Ryszard Lackner. Uczestnicy omawiają takie zagadnienia, jak służba wojskowa kobiet, metody kształcenia oficerów, etyka wojskowa, tradycje w środowisku podchorążych i kultura fizyczna w uczelniach.
Najwięcej pań jest zapewne w armii szwedzkiej. Płk Jan Axel Thomelius mówi, że przyjmują je do służby już od 20 lat i na ogólną liczbę 12 600 szwedzkich oficerów, 400 to kobiety. Dobrze się w wojsku sprawdzają, planuje się więc ich liczbę powiększyć.
Na pytania postawione we wstępie dowódcy odpowiadają niezbyt chętnie – owszem, są cały czas informowani o sytuacji, ale zadania mają innego rodzaju, niż oddziały w akcji.
Generał major Ants Laaneots z Estonii przewiduje, iż amerykańska akcja w Afganistanie będzie się składać z dwóch etapów: kilka tygodni lub nawet miesięcy nalotów, aż do zniszczenia systemów obronnych talibów, a następnie ofensywa lądowa, zajęcie Kabulu i terenów dalej na południe.
Rzecznik prasowy uczelni płk Ernestowicz dodaje, że w kwestii zabezpieczenia Wrocławia i ludności kompetentny jest sztab antykryzysowy przy wojewodzie. Szkoła oficerska ma inne zadania.
O nich wojskowi w międzynarodowym gronie będą radzić do 11 bm.
Ryszard Lackner, generał brygady: – Teoria Karla von Clausewitza, wybitnego stratega „wojna jest to przedłużenie polityki” działa w obie strony. Tych dwóch dziedzin oddzielić od siebie się nie da. Zamachy miały swoje przyczyny, w tym i polityczne. Tam, gdzie można było przygotować grunt do odwetu przez politykę (np. negocjacje z Pakistanem) – uczyniono to; tam gdzie rokowania zawodzą – jak z talibami – muszą wejść w użycie środki militarne. Czy Europa jest bezpieczna? Zamachy tu były (np. Niemcy, Włochy, Anglia, Hiszpania), są i będą. Czy mogą się nasilić? Niewykluczone.
Autor artykułu: Andrzej Górny
Dziś trzeci dzień festiwalu. Na obejrzenie czekają: „Bachantki” z Warszawy, „Faust” z Tbilisi i „Po tamtej stronie” z Petersburga.
Obejrzałem już w „Uroczystości” jak Magdalena Cielecka całym swoim ciałem nosi się z bażantami, ze stołu wpychał mi się do nosa swoim aromatem najprawdziwszy ementaler z doliny rzeki Emme, oczy widziały wszędzie tylko jaja na twardo. Trudno się dziwić tym wrażeniom posadzonemu na czczo na ponad dwie godziny na twardym krzesełku w pierwszym rzędzie.
Już chciałem napisać „na scenie”, jaka scena? Twórcy epoki wideoklipów… „aranżują przestrzeń sceniczną”. Otóż na tej przestrzeni spokojnie zmieściłyby się cztery widownie. Z przodu Dorota Stenka w histerycznej frustracji wąchała mi skarpetki, a na drugim końcu oglądałem zaplecze kuchenne domu i kręcących się kucharzy oraz kelnerostwo, hen, daleko… na czwartym albo piątym planie.
To jest „charakter pisma” jednego człowieka. Horst Leszczuk vel Das Gemuese vel Sylvia Torsh vel Brokenhorst vel Mikołaj Warianow vel Horst d’Albertis vel H7 vel Grzegorz Jarzyna – prawdopodobnie prawdziwe imię i nazwisko – jest kochankiem mediów. Każdy spektakl podpisuje innym pseudonimem. Żaden reżyser nie nawywijał tylu skandali w krótkim czasie i nie zdobył jednocześnie tylu laurów. Tym razem do teatru przeniósł filmowy scenariusz „Festen” Mogensa Rukova i Thomasa Vinterberga z pieczątką „Dogmy”. Jego „Uroczystość”, czyli sztuczna celebra, którą zakłóca prawda – oszołamia sądząc po brawach, choć paru artystów mówi tak niechlujnie, jak w nowym polskim kinie obsadzanym amatorami, bo dźwięk dociera do nas bełkotliwy nad wyraz, a nowy geniusz teatru trochę bezradnie się czuje, próbując ustawić niektóre sceny symultanicznie. Ale i tak w festiwalowym maratonie będzie go widać.
Autor artykułu: Krzysztof Kucharski
- Nie damy się sterroryzować – napisali w swoim oświadczeniu działacze zarządu dolnośląskiej „Solidarności”. To reakcja na napad na biuro związku w Wałbrzychu.
Przypomnijmy, że w piątek na biuro wałbrzyskiej „Solidarności” napadła grupa zamaskowanych młodych mężczyzn. Bili kijami bejsbolowymi, a jednemu z działaczy, Dariuszowi Kołdonowi, przystawili do głowy pistolet. Zabrali m.in. karty kredytowe, komputery i twarde dyski z komputerów.
Policja zatrzymała napastników – jednym z nich okazał się być Robert B., syn byłego prezydenta Wałbrzycha, działacza SLD.
- To nie był pierwszy taki atak – mówili wczoraj działacze „Solidarności”. I wyliczali: – Przez ostatnie dwa lata były trzy włamania do siedziby związku we Wrocławiu i dwa do siedziby w Wałbrzychu. Wszystkie sprawy były umarzane, „z powodu niewykrycia sprawców”.
- Podczas każdego z napadów ginęły przeciętnie dwa komputery – powiedział Jacek Rugieł, rzecznik dolnośląskiej „Solidarności”. Jego zdaniem, nie były to napady rabunkowe. Chodziło raczej o dane zawarte w komputerach.
Ale to nie wszystko. Były też próby podpaleń. A parę miesięcy temu, we wrocławskiej Fabryce Automatów Tokarskich jeden z dyrektorów pobił przewodniczącego tamtejszej „Solidarności”. „Nie wierzymy w wyłącznie bandycki i złodziejski charakter tych zdarzeń” – piszą w oświadczeniu związkowcy.
- Chcemy zwrócić się z tym problemem do prokuratora generalnego – zapowiedział Janusz Łaznowski, przewodniczący zarządu regionu związku. – Chemy też złożyć skargę do Międzynarodowej Organizacji Pracy.
Dolnośląska „Solidarność” zastanawia się także nad złożeniem wniosku o odwołanie Marka Bzunka ze stanowiska prokuratora rejonowego w Wałbrzychu. Powód? Skandaliczna, zdaniem związkowców, wypowiedź Bzunka dla jednej z wałbrzyskich gazet. Bzunek powiedział, że sprawcy napadu na wałbrzyską „Solidarność” po prostu „naoglądali się za dużo filmów na wideo”.
- Skandaliczna była również wypowiedź wałbrzyskiego posła SLD, Marka Dyducha – komentował Łaznowski. – Powiedział, że lewica ma w Wałbrzychu tak dużą przewagę nad prawicą, że nie musi się uciekać do takich metod. Rozumiem, że tam, gdzie prawica ma przewagę nad lewicą, takie metody są dopuszczalne…
Wśród osób, które napadły na biuro w Wałbrzychu był nie tylko syn byłego prezydenta miasta, ale prawdopodobnie również członek wałbrzyskiej AWS.
- Sprawdzaliśmy tę informację, ale nic nie udało się ustalić – zastrzegał wczoraj Dariusz Kołdon. – Mógł to być ktoś z naszej młodzieżówki. Przewinęło się przez nią sporo osób. Przychodzili na 2-3 spotkania i więcej się nie pojawiali. Być może była to jedna z takich osób?
Nękają „Solidarność”
Również krajowe władze „Solidarności” nie wykluczają, że napad na wałbrzyskich związkowców mógł mieć polityczne podłoże. Mówił o tym Kajus Augustyniak, rzecznik prasowy związku, na wczorajszej konferencji w Gdańsku. Augustyniak dodał, że celem włamań lub prób włamań od 1996 r. są siedziby związku w całej Polsce – nie tylko na Dolnym Śląsku, ale także m.in. w Opolu, Kielcach, Katowicach i Łodzi. Włamywano się nawet do siedziby komisji krajowej „Solidarności” w Gdańsku.
Autor artykułu: Łukasz Medeksza
(WROCŁAW) Stało się to, o czym mówiono już od dawna. W kasie chorych zmienia się przewodniczący rady. Podaje się do dymisji, a dokładnie został do niej zmuszony. Dymisja przeważnie kojarzy się z ucieczką przed odpowiedzialnością. Facet narobił przekrętów i zmienia miejsce pracy. Jak było w tym przypadku?
- A ja po prostu wybrałem sejmik – zapowiedział na wczorajszej konferencji Piotr Rojek, na razie jeszcze przewodniczący dolnośląskiej kasy chorych. Na razie, bo będzie sprawował tę funkcję do najbliższego piątku. Właśnie wtedy złoży dymisję, w piątek bowiem odbędzie się sesja sejmiku województwa dolnośląskiego. Co ma jedno z drugim wspólnego? W lipcu zmieniła się ustawa, po jej nowelizacji nie można być już jednocześnie radnym sejmiku wojewódzkiego i pracownikiem jednostki samorządowej. Dlatego Piotr Rojek, oraz dwóch innych radnych Jerzy Zieliński i Kazimierz Sroka, którzy także zasiadali w radzie kasie chorych stanęło przed wyborem: albo sejmik, albo kasa. Cała trójka zadecydowała jednogłośnie: sejmik. Na najbliższym posiedzeniu sejmiku podadzą się do dymisji. I nie da się ukryć, decyzja postawiła dolnośląską kasę chorych w trudnym położeniu. Akurat teraz trwa podpisywanie kontraktów z jednostkami służby zdrowia. Do końca tego miesiąca kasa musi też opracować plan finansowy. Barbara Misińska, dyr. DRKCh nie ukrywa, że jest to problem.
- Ale mam nadzieję, że będę zaproszony na posiedzenie kasy przynajmniej jako gość – zastanawia się Piotr Rojek.
Autor artykułu: (MJG)
(LEGNICA) Piłkarze Górnika Polkowice przegrali na własnym stadionie z Orlenem i… przeszli do historii. Była to bowiem pierwsza w 2-ligowej historii porażka polkowiczan na własnym boisku.
Płocczanie wygrali w niedzielę w Polkowicach 1:0. Niestety obecny Górnik jest cieniem drużyny z poprzednich rozgrywek. – Oni są całkowice zajechani poprzednim sezonem – smutno wyznał trener Romuald Szukiełowicz. – W pierwszej połowie w niczym nie przypominali ligowców lecz gromadkę dzieciaków z pampersami. Nie wiem dlaczego tak się przestraszyli tego Orlenu? Czeka mnie ciężka praca, bo muszę trafić do psychiki zawodników – mówił po meczu trener Szukiełowicz. I nie sposób nie przyznać mu racji, kiedy po pierwszym treningu drużyny, mówił że nie jest Kaszpirowskim. A odpowiedzi na pytania w trenerskiej ankiecie w rodzaju: „Gagarin powinien być kapitanem zespołu”, świadczą o tym, że niektórym z zawodników, profesjonalny klub pomylił się z kabaretem…
* Działacze Zagłębia wzciąż czekają na nadejście faxem certyfikatów Arkadiusza Kubika i Ernesta Konona. Jeżeli dojdą dzisiaj do południa, istnieje szansa, że zawodnicy ci zostaną potwierdzeni do gry w Zagłębiu i trener Stefan Majewski mogłby z nich skorzystać w wyjazdowym meczu 1/16 Pucharu Polski z Górnikiem Łęczna (środa, godz. 14:30). Obaj zawodnicy podpisali kontrakty na 8 miesięcy czyli do końca sezonu.
Autor artykułu: (ZJ)
(WROCŁAW) Piłkarze Polaru po serii zwycięstw w lidze ponieśli ostatnio dwie porażki z rzędu, w których stracili aż 6 bramek. To nie najlepszy prognostyk przed dzisiejszym meczem w 1/16 Pucharu Polski, w którym polarowcy podejmą na Zakrzowie pierwszoligową Amikę Wronki.
Mecz z Amiką będzie dla piłkarzy Polaru szansą na rehabilitację po dwóch ligowych porażkach. Ale wszyscy na Zakrzowie zdają sobie sprawę z faktu, że będzie to niezwykle ciężkie zadanie. – Do trzech razy sztuka. Po dwóch przegranych meczach w lidze teraz pora na zwycięstwo – powiedział trener Polaru, Ryszard Urbanek. – Przeciwnik jest bardzo groźny i nie będzie to łatwe zadanie. Mam jednak nadzieje, że wolą walki i zaangażowaniem będziemy w stanie nadrobić, z pewnością wyższe, umiejętności techniczne i taktyczne piłkarzy pierwszoligowej Amiki. Należy również pamiętać, że puchary żądzą się swoimi prawami i dlatego szanse obu drużyn oceniam 50 na 50 proc. – dodał Urbanek. Wrocławianie będą mogli wystąpić w najsilniejszym składzie. Nikt nie pauzuje za kartki, ani nie narzeka na żadne dolegliwości, poza Pawłem Lisem, który jeszcze nie doszedł do pełni zdrowia po wcześniejszej kontuzji.
Dla szefów klubu z Zakrzowa mecz z Amiką Wronki nabiera dodatkowego smaczku. Wszak sponsor wronieckiej drużyny jest największym, krajowym rywalem Polaru na rynku sprzętu AGD i zwycięstwo w tym spotkaniu byłoby bardzo prestiżowe.
Autor artykułu: Artur Szkudlarek
(ŚWIDNICA) Najprawdopodobniej od 1 stycznia mieszkańcy Świdnicy będą więcej płacić za wodę i ścieki.
Na ostatnim posiedzeniu zarząd miasta zajmował się propozycjami Świdnickiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji oraz Spółki Wodno-Ściekowej “Bystrzyca”. Ostateczną decyzję podejmie w połowie października rada miejska.
Opłaty wzrosną średnio o ponad 8 procent. Za metr sześcienny wody dla sfery niematerialnej (czyli dla gospodarstw domowych) proponuje się stawkę 1,62 zł (jest 1,49 zł), dla sfery materialnej 2,92 zł (jest 2,68 zł). Za odprowadzenie metra sześciennego ścieków gospodarstwa domowe zapłacą 0,79 zł (jest 0,67 zł), sfera materialna zapłaci zaś 1,38 zł (jest 1,15 zł). Natomiast za oczyszczenie jednego metra sześciennego ścieków gospodarstwa domowe będą musiały zapłacić 1,10 zł (obecnie 0,95 zł), a sfera materialna 1,82 zł (jest 1,50 zł).
Autor artykułu: (AGA)
(ŚWIDNICA) Przedsiębiorcy poszkodowani przez klęski żywiołowe mogą starać się o preferencyjne kredyty.
W Punkcie Szansy mieszczącym się przy Urzędzie Miejskim w Świdnicy, można zasięgnąć informacji na temat niskooprocentowanych pożyczek dla małych i średnich przedsiębiorstw dotkniętych skutkami klęsk żywiołowych w tym roku. Z pożyczek mogą skorzystać firmy, które ucierpiały w wyniku powodzi, huraganów, czy osuwisk ziemi. Pieniądze mogą być przeznaczone na remonty lub zakup lokali, maszyn i urządzeń, a także nowych materiałów i towarów. O pożyczki mogą się ubiegać przedsiębiorcy, którzy nie korzystali jeszcze w tym roku z preferencyjnych pożyczek na cele, o których mowa, nie zalegają z opłacaniem podatków lub składek na ubezpieczenie społeczne oraz nie ubiegali się o udzielenie więcej niż jednej preferencyjnej pożyczki (przewiduje się dofinansowanie do wysokości strat wnioskodawcy). Szczegółowych informacji można zasięgnąć w Punkcie Szansy, który mieści się w Wydziale Rozwoju Miasta i Współpracy z Zagranicą Urzędu Miejskiego w Świdnicy, tel. 856-28-91, e-mail: rwz@um.swidnica.pl. Można także kontaktować się z pracownikami Funduszu Regionu Wałbrzyskiego, al. Wyzwolenia 24 w Wałbrzychu, tel. 84-25-750.
Autor artykułu: (AGA)
(ŚWIDNICA) Dzisiaj strajkująca załoga Świdnickiej Fabryki Urządzeń Przemysłowych ma spotkać się z syndykiem. Być może zakończy się strajk, który trwa już miesiąc.
- Mamy nadzieję, że to spotkanie zakończy nasz protest – mówił w piątek Wiesław Rybiński, przewodniczący zakładowej “Solidarności”.
Ludzie strajkują, ponieważ nie otrzymują pensji od czerwca. Wcześniej okupowali także biurowiec zakładu, ale kiedy ogłoszono upadłość zakładu i kiedy wszedł syndyk, przerwano okupację biurowca. Ludzie liczą, że otrzymają pieniądze z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, jednak – jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy – w związku z kryzysową sytuacją budżetu państwa, w kasie FGŚP pieniędzy nie ma.
Kilka dni temu syndyk wręczył wypowiedzenia zarządowi oraz dyrektorom poszczególnych wydziałów w ŚFUP-ie. Jednocześnie wydał też tym osobom zakaz wstępu do zakładu.
Autor artykułu: (AGA)