Goście z Polic

October 11th, 2001

Dzisiaj do Świdnicy przyjedzie delegacja z partnerskiego miasta w Czechach, Polic. Ok. 40 osób przez cały dzień będzie zwiedzać świdnickie zabytki, głównie kościoły.

- Goście z Polic to członkowie Uniwersytetu Złotego Wieku – mówi Magdalena Szymczak, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Świdnicy. – To starsi ludzie, przedstawiciele różnych profesji. Zainteresowani są głównie naszymi zabytkami sakralnymi. Dlatego w planie ich pobytu jest przede wszystkim zwiedzanie kościołów.
O godz. 10.00 delegacja spotka się w urzędzie miejskim z wiceprezydentem Andrzejem Protasiukiem. Później rozpocznie się wycieczka po mieście. Członkowie Uniwersytetu Złotego Wieku chcą zobaczyć nowy kościół na osiedlu Młodych, bazylikę oraz Kościół Pokoju. Zamierzają także obejrzeć Rynek i Muzeum Broni.

Autor artykułu: (AGA)

Będzie jak w mikrofalówce

October 11th, 2001

W sprawie masztów telefonii komórkowej w mieście oraz zarzutów jednego z mieszkańców, Lucjana Momota, zabrała głos Magdalena Szymczak, rzeczniczka Urzędu Miejskiego w Świdnicy. – Mam nadzieję, że powyższe wyjaśnienie rozwieje obawy wszystkich powątpiewających – pisze. – W przypadku, gdyby nie było to wystarczające, zapraszam serdecznie do Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Świdnicy, w celu zapoznania się z badaniami i wnioskami wyżej wymienionych instytucji.

Przed wydaniem decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, inwestor, czyli Polska Telefonia Cyfrowa Sp. z o.o., złożył w urzędzie miejskim ocenę oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko – wyjaśnia rzecznik. – Na wniosek urzędu ocenę taką opiniuje Wojewódzka Stacja Sanitarno Epidemiologiczna oraz Wydział Ochrony Środowiska Starostwa Powiatowego w Świdnicy. W obu przypadkach opinia ta była pozytywna. Sanepid przeprowadził badania pomiarów gęstości mocy mikrofalowej. „Analiza wyników pomiarów wykazała wartości gęstości mocy mikrofalowej niższe aniżeli dopuszczalny poziom elektromagnetycznego promieniowania niejonizującego”. W listopadzie 2000 roku, po kolejnej interwencji pana Momota, spółdzielnia mieszkaniowa zleciła instytutowi energetyki przeprowadzenie pomiarów kontrolnych promieniowanie elektromagnetycznego. Wydane orzeczenie potwierdza poprzednie badania: „Natężenie pola elektrycznego 50 Hz na badanym obszarze nie przekracza dopuszczalnej wartości granicznej”.
W kwietniu br. na zlecenie urzędu miejskiego przebadano 5 mieszkańców z listy osób zgłoszonych przez komitet. Lekarz z Poradni Medycyny Pracy Labora w Świdnicy nie stwierdził u nikogo objawów chorobowych charakterystycznych dla narażania na promienowanie elektromagnetyczne.
Wymienione przeze mnie badania nie satysfakcjonowały pana Momota, dlatego też na prośbę członków komitetu, urząd miejski sfinansował kolejne badania. Przeprowadzone zostały one przez Biuro Kształtowania Środowiska Geobiotechnika – wytypowane przez członków komitetu protestacyjnego. Po raz kolejny potwierdziły one wszystkie przytoczone opinie. (…) Dlatego niepokojące jest to, że pan Momot posługuje się nieprawdą i demagogią, roztaczając wokół siebie atmosferę zagrożenia. Niezrozumiałe i szkodliwe społecznie jest dawanie wiary pseudofachowcom, a nie branie pod uwagę fachowych instytucji.

Autor artykułu: Magdalena Szymczak, rzecznik prasowy UM w Świdnicy

Petent nasz pan

October 11th, 2001

Administracja państwowa postanowiła być przyjazna. Sama. Z własnej woli. Nawet przestała nas nazywać petentami. Teraz jesteśmy klientami urzędu. I należy się nam szacunek.

„Po przeszło roku prowadzenia przez Urząd Służby Cywilnej badań i obserwacji oraz dokonaniu analiz różnych aspektów funkcjonowania administracji nasuwa się jedna odpowiedź – urzędy powinny być przyjazne.”

- Czy można, nie przeszkadzam? – Bardzo przepraszam, ale mam taką sprawę… Tak się zwykle zaczynały rozmowy w biurze. Nieśmiały petent prosił o wybaczenie. Przyzwyczailiśmy się do tego my, przyzwyczaili się również urzędnicy. A tymczasem to absurd.
„Obywatel ma prawo żądać, żeby urzędnik szczegółowo informował go o wszystkich okolicznościach, które mogą wpłynąć na ustalenie jego praw i obowiązków.” Cytuję wprost z programu opracowanego przez Urząd Służby Cywilnej – to instytucja nadrzędna dla naszej państwowej administracji.
I ci właśnie urzędnicy nad urzędnikami postanowili – znowu cytuję: „(…) polska administracja powinna być przyjazna”. A dla kogo przyjazna? Dla obywateli. A obywatele to właśnie my – nieśmiali, niedoinformowani petenci.
Co więcej – nawet poczciwy petent, interesant znika w mrokach historii. Nie będzie go już, bo źle się kojarzy. Przywodzi na myśl jakiegoś niepotrzebnego nikomu natręta. Idzie nowe. Teraz do urzędu przychodzą klienci. Klient płaci (podatki) i wymaga (uprzejmości, kompetencji, szacunku). Piękna wizja, prawda?

„Uważamy, że uświadomienie obywatelom praw, które przysługują im w kontaktach z urzędami, jest warunkiem koniecznym (choć oczywiście niewystarczającym) do zainicjowania oczekiwanych zmian.”

Scena ściśle urzędowa. Na korytarzu tłumek. To wrocławscy bezrobotni. Przyszli się zarejestrować. Czekają pokornie i cicho. Nagle drzwi jednego z gabinetów się otwierają. Na korytarz, wprost do swoich klientów wychodzi przyjazna administratorka.
- Proszę wyjmować dokumenty z teczek jeszcze przed wejściem do biura – ogłasza patrząc ponad głowami zgromadzonych. – Czas niepotrzebnie tracimy.
Czar prysł. Nie ma przyjaznej administratorki i szanowanych klientów. Są tylko zagubieni interesanci i wyjątkowo niemiła urzędniczka. Czy ta pani wie o tym, że jej przełożeni postanowili, że będzie dla ludzi przyjazna?
Jak to było? „ uświadomienie obywatelom praw (…) jest warunkiem koniecznym (choć oczywiście niewystarczającym)…” . Oj tak, niewystarczającym – to rzecz pewna.
My wiemy już (nie od dziś), że należy się nam szacunek. Ale – jak samo USC zauważyło – to nie wystarcza. Strona urzędnicza też powinna o tym pamiętać. Od rana do wieczora, od poniedziałku do piątku, czyli – w godzinach swojej pracy.

„W razie pojawienia się jakichkolwiek wątpliwości, obywatel powinien zwrócić się o wyjaśnienia do urzędnika, zajmującego się zagadnieniami, których te wątpliwości dotyczą. Jest on zobowiązany takich wyjaśnień udzielić. Jeśli zapytany urzędnik nie zajmuje się daną problematyką, powinien on ustalić i wskazać osobę kompetentną do udzielenia niezbędnych wyjaśnień i wskazówek”.

Jarek starał się o staż. Skończył studia i zarejestrował się w urzędzie pracy, jako bezrobotny. Po tej rejestracji mógł starać się o staż opłacany przez urząd (dostawałby około 400 zł, czyli tyle, ile wynosi zasiłek).
- Znalazłem pracodawcę, który mógłby mnie przyjąć – opowiada. – Potem zabrałem się za formalności.
Już początki były trudne. W poszukiwaniu urzędnika, który zajmuje się sprawami stażu, Jarek przewędrował prze kilka gabinetów. Za każdym razem miał nadzieję, że w nareszcie dobrze trafił. I za każdym razem okazywało się, że znowu zapukał do niewłaściwych drzwi.
Nareszcie – udało się.
- Pani z urzędu poinformowała mnie, że znalazłem pracę niezgodną z moim wykształceniem – opowiada Jarek. – Dlatego wątpiła, by opłacono mój staż.
Jarek uparł się jednak. Wydawało mu się, że w obecnych czasach ważna jest każda szansa zatrudnienia. Pani dała mu formularze do wypełnienia, potem pouczyła, że powinien przyjść z dokumentami z sądu, zaświadczającymi o tym, że firma która go zatrudni w ogóle istnieje.
- Formalności było sporo i mój pracodawca zniechęcił się – mówi Jarek. – Tak… Później znalazłem zatrudnienie. Ale już bez „pomocy” urzędu pracy.

„Zawsze należy pamiętać, że bezpośrednie kontakty, a zwłaszcza trudności z załatwieniem sprawy, mogą się łączyć z pewnym napięciem, którego nie należy rozładowywać na urzędniku. Przekroczenie zasad dobrego wychowania, posługiwanie się słowami powszechnie uznanymi za obelżywe, a wreszcie akt agresji fizycznej nie powinny mieć miejsca po żadnej ze stron.”

Joanna musiała wymienić paszport. Dużo podróżuje, więc pustych kartek w jej dokumencie systematycznie ubywa. Gdy zostało ich już bardzo niewiele (a każda nowa wiza wymaga osobnej, czystej kartki), Joanna zwróciła się do urzędu o wymianę paszportu.
- Ten dokument jest zniszczony. – Pani w okienku była opryskliwa. Najwidoczniej nie miała dziś humoru.
Podczas jednej z wypraw paszport zamókł, ale nadal pozostał czytelny. W takim zresztą stanie, bez problemu podróżował przez kilkanaście granic.
Tak czy inaczej trzeba paszport wymienić. Czy to ważne dlaczego? Ważne. – Za zniszczenie dokumentu płaci się karę. Za wymianę pełnego paszportu – tylko normalną opłatę.
- Mówiąc szczerze – byłam bliska wybuchu – opowiada Joanna. – Czasami jestem porywcza, a pani z urzędu traktowała mnie bardzo nieuprzejmie.
Sprawa oparła się o przełożonego urzędniczki. Ten nobliwy pan przyznał rację Joannie. Nie obyło się bez połajanki. A kogo łajał ważny pan? Swoją pracownicę? Ależ skąd.
- Co to za obywatel, który nie szanuje paszportu, wstyd mi za panią! – wysłuchała zaskoczona Joanna. Ale rację przyznał. – Ludzki pan. Przyjazny.

Gdzie się skarżyć i na kogo
* Na radę gminy, radę powiatu i sejmik wojewódzki – do wojewody. W sprawach finansowych – do Regionalnej Izby Obrachunkowej.
* Na zarząd gminy, wójta, burmistrza lub prezydenta miasta – do rady gminy.
* Na zarząd powiatu, starostę, kierowników powiatowych służb, inspekcji i straży – do rady powiatu.
* Na zarząd i marszałka województwa – do sejmiku województwa.
* Na wojewodę – do ministrów lub premiera rządu RP.
* Na ministra – do premiera.
* Po wyczerpaniu możliwości odwoływania się – można zwrócić się do Najwyższego Sadu Administracyjnego.
Nie trzeba się tego uczyć na pamięć, jeśli… „skarga obywatela została skierowana do niewłaściwego organu, powinien on ustalić, który urząd jest właściwy do jej rozpatrzenia i niezwłocznie mu ją przekazać albo poinformować obywatela, gdzie powinien swoją skargę skierować”.

W urzędzie masz prawo
* Masz prawo żądać, żeby urzędnik szczegółowo poinformował cię o wszystkich okolicznościach, które mogą wpłynąć na ustalenie twoich praw i obowiązków.
* Możesz aktywnie uczestniczyć w postępowaniu toczącym się w twojej sprawie.
* Masz prawo do informacji, jakie dokumenty musisz przedstawić. Możesz zapytać o to przez telefon. W takiej sytuacji pytaj o nazwisko twojego informatora.
* Możesz odwoływać się od decyzji, z którymi się nie zgadzasz (patrz ramka). Masz na to 14 dni. Skargi należy rozpatrywać „bez zbędnej zwłoki” (tak to określają przepisy), do 30 dni od daty złożenia.

Tylko spokojnie
Jeśli ktoś w urzędzie traktuje cię źle, radzimy zachować spokój i składać skargi. Nie pieklić się, nie krzyczeć nie urągać, a już na pewno trzymać ręce przy sobie. Za znieważenie urzędnika grozi grzywna lub nawet kara pozbawienia wolności (rok za słowa, trzy lata za czyny). Nie zostaniemy ukarani, jeżeli okaże się, że urzędnik sam nas sprowokował.

Wszystkie cytaty pochodzą z „Poradnika klienta administracji rządowej” wydanego przez Urząd Służby Cywilnej.

Autor artykułu: Tomasz Kanik

Najgorsi w Polsce

October 11th, 2001

Popadliśmy chyba w skrajną śmieszność. Staramy się o EXPO, a na terenie Dolnego Śląska nie jesteśmy w stanie zapewnić bezpieczeństwa jego mieszkańcom.

Fakty są przerażające: umieralność w Polsce z przyczyn nagłych (m.in. zawały, wypadki) jest trzykrotnie większa niż na Zachodzie. Gdy wiadomo, że o przeżyciu człowieka po wypadku decyduje pierwsze 30 minut, u nas nic się nie zmieniło od II wojny światowej. Wtedy tyle samo czekało się na lekarza. Mało tego, Dolny Śląsk jest najbardziej niebezpiecznym regionem w Polsce. Dlaczego? Bo tylko w naszym województwie nie powstał jeszcze żaden szpitalny oddział ratunkowy! W chwili, gdy w całej Polsce takich oddziałów jest osiemdziesiąt, a tylko w województwie podlaskim aż siedem.
Trzeba wyjaśnić, co to jest ten szpitalny oddział ratunkowy. Jest coś takiego jak system zintegrowanego ratownictwa medycznego. Przewiduje on, że do końca 2004 roku powstanie sieć 250 takich oddziałów. Zostaną tak rozmieszczone, że do każdego potrzebującego, pomoc dotrze w ciągu 8-15 minut. Wtedy kiedy jest najbardziej potrzebna. Na oddziale zaś fachowiec najwyższej klasy zabezpieczy funkcje życiowe i podejmie decyzje, co dalej z pacjentem robić. Bo statystyki są przerażające, najwięcej ludzi umiera, czekając na pomoc lekarza już w szpitalu.
We Wrocławiu planuje się otworzyć cztery takie oddziały. Nie ma żadnego. Na Dolnym Śląsku ma powstać szesnaście. Nie ma żadnego.
Stoi i…
Najśmieszniejsze jest to, że taki oddział we Wrocławiu mógłby być otworzony już od pół roku. W szpitalu im. Marciniaka, jest prawie wykończony. Jak zapewnia dyr. Marek Nikiel, żeby działał, potrzebne jest tylko 200 tys. złotych. W sprzęt i przygotowanie sal zainwestowano już ponad 3 miliony. Efekty widać. – O, tu jest przedsionek – oprowadza nas dyr. Nikiel. Automatycznie otwierają się drzwi. Fotokomórka. Sale w kafelkach, klimatyzowane. Na środku sali stoły operacyjne, nad nimi specjalistyczne lampy.
- Brakuje tylko zlewozmywaków do mycia rąk i szafek – tłumaczy Marek Nikiel. Jest też pomieszczenie przeznaczone na urządzenie, jakiego w województwie nie ma. To komora hiperbarowa. Podobne są tylko w dwóch miejscach Polski, w Gdańsku i Siemianowicach. Komora służy do leczenia ciężkich oparzeń, trudno leczących się ran, zatruć gazami czy udarów mózgu. W tej chwili komora stoi niewykorzystana.
…i marnieje
Dlaczego oddział stoi zatem niewykorzystany? Bo brakuje, wg różnych obliczeń od 200 do 700 tysięcy złotych na wykończenie. Dużo to czy mało? W oddział włożono już ponad 3 miliony. Tyle tylko, że nie wiadomo kto ma tę sumę wyłożyć. Wicemarszałek Krzysztof Prędki twierdzi, że powinna kasa chorych, zaś kasa chorych, że to nie ona jest od finansowania oddziałów ratunkowych. W myśl ustawy rzeczywiście nie jest. W szpitalu zaś trzeba wybudować nowy podjazd dla karetek, choć jak zapewnia dyr. Nikiel oddział i bez niego mógłby funkcjonować.

Szukanie pretekstów
Prezydent podpisał ustawę o ratownictwie medycznym 21 września. Do tego czasu polskie prawo w ogóle nie regulowało tych kwestii, nie było obowiązku tworzenia oddziałów ratunkowych. Jak to się więc stało, że przed jej podpisaniem w kraju działało aż 80 takich oddziałów? Z czego żaden w naszym województwie. Kto za zaniedbania w dolnośląskim odpowiada? Za służbę zdrowia odpowiada samorząd wojewódzki.
- Cały czas szukano pretekstów żeby nie dawać pieniędzy na te oddziały – tłumaczy profesor Juliusz Jakubaszko, Konsultant Krajowy ds. Medycyny Ratunkowej. Najpierw zasłaniano się brakiem ustawy, później twierdzono, że na pewno nie podpisze jej prezydent. W tej chwili ustawa jest już podpisana, a nasze województwo jeśli chodzi o ilość oddziałów ratunkowych, jest na szarym końcu.
- Możliwe, że do końca roku zostaną uruchomione dwa oddziały – mówi prof. Jakubaszko. W szpitalach im. Marciniaka oraz w Zgorzelcu. To nadal kropla w morzu.
Z czym do ludzi
Na koniec nasuwa się smutna refleksja. Wrocław stara się o organizację EXPO. Liczy, że odwiedzi go połowa świata. Czy z taką ochroną zdrowia to możliwe?
- Dzwonią do mnie koledzy po fachu z całego świata – opowiada prof. Jakubaszko, Konsultant Krajowy ds. Medycyny Ratunkowej, wiceprezydent Europejskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej. – Zanim przyjadą zawsze pytają: czy jest tu bezpiecznie? W ile dojedzie karetka?
Co ma odpowiedzieć? Gdyby znali prawdę, to nie przyjechaliby. Czy może zamiast starać się o EXPO, powinniśmy się postarać o zabezpieczenie życia mieszkańców Dolnego Śląska?

Autor artykułu: Marcin Gąsiorowski

Z nową płytą

October 11th, 2001

Już dziś wieczorem o 19.00 we wrocławskim klubie WZ, w ramach wielkiej trasy koncertowej po Polsce, zagra Kult. Zespół promuje nagrany po trzech latach milczenia album zatytułowany „Salon Recreativo”.

Kult ma już ponad 20 lat, pamięta jeszcze czasy cenzury. Tymczasem zespół niezmiennie cieszy się ogromną popularnością, na koncerty przychodzą tłumy fanów, do których należą zarówno nastolatki, jak i słuchacze całkiem dorośli. Kazik, lider zespołu – choć do mas podchodzi z dystansem, znany jest ze swej nonkonformistycznej postawy i niezależności (nie przyjął nagrody MTV) – oblegany jest przez młodzież, szanowany przez krytykę.
Starsi pamiętają pierwsze płyty Kultu z lat 80., z których wiele utworów stało się hitami: „Do Ani”, „Spokojnie”, „Arahja”, „Hej, czy nie wiecie”. Inni wolą płyty, na których Kazik śpiewa piosenki swego ojca – mało kto nie potrafi zanucić z nich „Baranka” czy „Celiny”.
Na trwającej od 5 października trasie zespół występuje aż 18 razy, w największych halach koncertowych Polski (w Spodku w Katowicach, w Arenie w Poznaniu, w Oliwie w Gdańsku i na Torwarze w Warszawie). Specjalny, charytatywny koncert odbędzie się w Ćmielowie koło Ostrowca Świętokrzyskiego. Całkowity dochód z imprezy przeznaczony będzie na rzecz ofiar powodzi.
We Wrocławiu koncert będzie nieco bardziej kameralny. Występem Kultu swą działalność muzyczną na dobre rozpoczyna nowy klub WZ, położony przy placu Wolności 7. Kult to pewnik, przekonamy się natomiast, czy nowi organizatorzy i sam klub staną na wysokości zadania. Przed koncertem nie wystąpi żaden support, gdyż występ samego Kultu tradycyjnie przewidziany jest na około 3 godziny.

Dla naszych Czytelników mamy cztery bilety na dzisiejszy koncert. Otrzymają je ci, którzy jako pierwsi dodzwonią się pomiędzy 15.00 a 15.30 pod nr tel. 342 88 40. Pod tym samym numerem rozdajemy też bilety na rozpoczęcie roku akademickiego w klubie P1, gdzie wystąpi Justyna Steczkowska. Dla tych, którzy się dodzwonią, bilety będą do odebrania dziś na portierni Gazety Wrocławskiej, Podwale 62, od 17.30.

Autor artykułu: Dorota Hartwich

Pusta kasa

October 10th, 2001

Zakończył się trwający ponad miesiąc strajk w Świdnickiej Fabryce Urządzeń Przemysłowych. Ale pracownicy nie mają się z czego cieszyć – zakład nie ma pieniędzy i niewykluczone, że trzeba będzie zredukować załogę.

- Załoga wróciła do pracy ale zastanawiam się, na jak długo – martwi się Wiesław Rybiński, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ Solidarność przy ŚFUP-ie. – Zakład nie ma środków finansowych na zabezpieczenie pensji.
Tymczasem pracownicy nie otrzymują pensji i wynagrodzeń za nadgodziny już od kilku miesięcy. Wiele osób ma wygrane sprawy sądowe w sądzie pracy, ale nie wiadomo, kiedy dostaną swoje pieniądze.

Autor artykułu: (AGA)

Kto ich kupi?

October 10th, 2001

- Trwają gorączkowe przygotowania do sprzedaży Pafalu – mówi Tadeusz Włodkowski, były członek komisji zakładowej WZZ Sierpień ‘80 w zakładzie. – Jako akcjonariusz obawiam się, że fabryka zostanie sprzedana mało znanej, rumuńskiej firmie, która chce tu sobie zrobić rynek zbytu. Zarząd Pafalu ani przedstawiciele firmy BRE Private Eqity, zarządzającej spółką, nie chcą na ten temat rozmawiać. Czy świadomie nabierają wody w usta?

O sprzedaży największego świdnickiego zakładu, potentata w produkcji liczników w kraju, mówi się od kilku lat. Poszczególne zarządy – a w ciągu ostatnich lat jest w zakładzie już trzeci – szukają inwestora strategicznego. Ostatnio jednak w mieście pojawiły się niepokojące pogłoski, że świdnickim Pafalem interesuje się niewielka, rumuńska firma Luxten, która także produkuje liczniki.
- Są poważne obawy, że zakład zostanie sprzedany za niewielkie pieniądze i stanie się tylko placówką handlową dla nowego właściciela – mówi Tadeusz Włodkowski. – Wtedy w Świdnicy już się nie będzie produkować liczników. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, co to oznacza dla pracowników.
Zarząd firmy już kilka miesięcy temu głośno przyznawał, że obecne zatrudnienie – 1450 osób – jest zbyt duże, jak na potrzeby zakładu. W tym roku na wcześniejsze świadczenia miało odejść ok. 100 osób. Zdaniem Tadeusza Włodkowskiego może ich być nawet 300. Ale związki zawodowe nie mają na razie informacji o większych zwolnieniach.
- Sytuacja w zakładzie jest nieciekawa, mamy nadprodukcję ale nie ma na razie mowy o większych zwolnieniach – mówi Kazimierz Tyralik, szef WZZ Sierpień ‘80. – Co do sprzedaży, naszym zdaniem Pafal dałby sobie radę bez inwestora, ale jeśli już taki ma być chcielibyśmy przynajmniej, żeby nie był to inwestor branżowy.
Dariusz Karwacki, prezes Pafalu nie chce rozmawiać o sprzedaży firmy.
- Proszę pytać właścicieli – mówi i odsyła mnie do firmy BRE PE, która zarządza w imieniu I NFI (właściciela), świdnicką spółką. Tu jednak także nikt nie chce mówić, zasłaniając się tajemnicą handlową i powagą negocjacji.
- Mam nadzieję, że nie zostanie wykorzystana obecna sytuacja polityczna w kraju, kiedy jesteśmy pomiędzy rządami – mówi Włodkowski. – Leszek Miller wyraźnie mówi, żeby wstrzymać się z prywatyzacją.
Nieoficjalnie mówi się, że Pafal czekają zmiany zarządu. Obecny prezes związany jest z rządząca jeszcze w kraju ekipą. Nowy ekipa SLD-UP-PSL zapewne to zmieni. Nieoficjalnie mówi się, że do zarządu chce powrócić długoletni prezes firmy, Kazimierz Ogrodnik.

Autor artykułu: Agnieszka Bielawska

Koncert w filharmonii

October 10th, 2001

W piątek, 12 października, wałbrzyscy filharmonicy zapraszają na kolejny koncert symfoniczny.
Tym razem, oprócz orkiestry symfonicznej Filharmonii Sudeckiej pod dyrekcją Jacka Rogala usłyszymy niemiecką perkusistkę Katarzynę Myćkę oraz perkusistę Piotra Baranowskiego.

W programie koncertu znalazły się: Adagio na smyczki S. Barbera, Koncert na marimbę N. Rosauro, Samba classique na dwie marimby K.H. Köpera oraz VI Symfonia F-dur „Pastoralna Ludwika van Beethovena.
Koncert rozpocznie się o godz. 19.00 w sali filharmonii przy ul. Słowackiego w Wałbrzychu.

Autor artykułu: (RQP)

Ciepłe lekcje

October 10th, 2001

Szkoła Podstawowa wkrótce zostanie wyposażona w nowy, ekologiczny piec centralnego ogrzewania.
W szkole wymieniono stolarkę okienną. Teraz trwają prace nad ociepleniem ścian zewnętrznych. Rozstrzygnięto też przetarg na modernizację szkolnej kotłowni i systemu grzewczego. Koszt wykonania całego zadania wyniesie 258 tys. zł. Część pieniędzy pochodzi z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska – reszta z kasy gminy Zgorzelec.

Autor artykułu: (BIK)

Koneserzy sztuki

October 10th, 2001

W hotelu “Energetyk” przy ul. Pocztowej, nieznani sprawcy spenetrowali 10 pokoi gościnnych, zabierając 7 obrazów ściennych (reprodukcje) wartości 900 zł.

Autor artykułu: (PePe)