(WAŁBRZYCH) Działacze Solidarności, od Wałbrzycha przez Wrocław po Gdańsk, sugerują polityczne motywy ubiegłotygodniowego napadu na siedzibę związku w Wałbrzychu. Tymczasem politycy SLD są przekonani, że – mimo udziału w napaści nieletniego syna byłego lewicowego prezydenta miasta – był to typowy skok rabunkowy. Są też tacy, którzy sugerują „pracę zleconą”.
Od samego początku pojawiało się kilka domysłów na temat pobudek, jakimi kierowało się pięciu mężczyzn, którzy 5 października wtargnęli w kominiarkach do siedziby wałbrzyskiej delegatury NSZZ Solidarność, skrępowali i zakneblowali pracowników biura, a potem ich obrabowali.
Napad rabunkowy
Dla większości obserwatorów piątkowych wydarzeń najbardziej prawdopodobnym motywem działania przestępców wydaje się być łatwy zarobek. Być może przestępcy mieli informację o tym, że w związkowej kasie jest większa gotówka (z nieoficjalnych informacji wynika, że jeden z bandytów był związany z Solidarnością), którą można w łatwy sposób ukraść. Napastnicy zrabowali zresztą ofiarom telefony komórkowe, pieniądze (różne wersje mówią, że w gotówce zabrali od 600 do 3000 zł) oraz karty bankomatowe. Jeden z członków bandy przyłożył nawet przedmiot przypominający pistolet do głowy Dariusza Kołdona, przewodniczącego wałbrzyskiej Solidarności, od którego zażądał podaniu kodów PIN do obu zabranych mu kart. Potem najmłodszy z uczestników napadu, szesnastoletni syn byłego lewicowego prezydenta Wałbrzycha, usiłował – przy pomocy tych skradzionych kart – podjąć pieniądze z bankomatu przy ul. Czekoladowej we Wrocławiu.
Napad polityczny
Teorię napadu politycznego najbardziej lansują politycy Solidarności. Tego typu głosy pojawiły się, jeszcze zanim okazało się, że jednym z członków bandy jest syn byłego prezydenta Wałbrzycha. Gdy ten fakt wyszedł na jaw, spekulacje o politycznych pobudkach bandytów nabrały mocy. Pojawiła się nawet plotka o lewicowych bojówkach, gotowych dobić upadającą prawicę, którą potem powtórzyły nawet władze związku w Gdańsku. W plecaku, który napastnicy zostawili na miejscu przestępstwa, policjanci mieli ponoć znaleźć nie tylko skradzione przedmioty i legitymację szkolną, dzięki której zidentyfikowali najmłodszego uczestnika napadu, ale także tajemniczą listę. Działacze związku sugerowali, że mogła to być lista członków bojówki, ale Marek Bzunek, prokurator rejonowy w Wałbrzychu, kategorycznie temu zaprzeczył. Ta hipoteza wydaje się być mało prawdopodobna także z uwagi na to, że prawdopodobnie jednym z członków bandy był człowiek związany z Solidarnością.
Akt zemsty
Prokurator Marek Bzunek wykluczył także motyw zemsty. Według jednej z pogłosek, nieletni syn Lecha B., częściowo sparaliżowanego przez udar mózgu byłego prezydenta, miał powiedzieć podczas przesłuchania, że napad był zemstą na Solidarności za chorobę ojca.
- Nieletni niczego takiego nie powiedział – zapewnił nas prokurator rejonowy.
Prowokacja
- Pojawiła się także plotka, mówiąca o tym ,że przeciwnicy polityczni Solidarności wysnuli teorię o moich rzekomych kłopotach z rozliczeniem wydatków na kampanię wyborczą – powiedział nam poseł AWS Zbigniew Senkowski, który ma swoje biuro poselskie w siedzibie wałbrzyskiej Solidarności w Rynku. – Według ich domniemanego toku myślenia, zbiry zostały wynajęte, a napad na biuro zatuszowałby nieprawidłowości. Jest to oczywista bzdura!
Inna wersja opcji prowokacyjnej głosi, że czterech pełnoletnich bandytów (być może przez kogoś opłaconych) namówiło do wzięcia udziału w napadzie nieletniego syna byłego prezydenta Wałbrzycha, by w ten sposób skompromitować rządzącą miastem lewicę, z której wywodził się Lech B., ojciec najmłodszego napastnika.
Tajne dyski
Bandyci ukradli nie tylko telefony komórkowe i pieniądze, ale również twarde dyski z komputerów, które znajdowały się w związkowym biurze. Nie była to pierwsza tego typu grabież na szkodę związku, więc pojawiła się wersja o szczególnej zawartości komputerowych pamięci. Przypomniano poprzednie tegoroczne kradzieże (z siedziby „S” w Rynku oraz z biura poselskiego Leszka Szewca) i zaczęto wspominać bliskie kontakty posła Senkowskiego z Januszem Tomaszewskim (byłym ministrem spraw wewnętrznych i administracji) oraz z Markiem Biernackim (pełniącym jeszcze funkcję szefa MSWiA).
Ciekawe, czy śledztwo w sprawie napadu na wałbrzyską Solidarność, da nam odpowiedź na pytanie, czym kierowali się napastnicy?
Autor artykułu: Robert Radczak