Archive for September, 2001

Biała sobota

Thursday, September 27th, 2001

(WROCŁAW) Dermatolog, foniatra, laryngolog, neurolog, okulista i lekarz medycyny pracy bezpłatnie przyjmować będą w sobotę w Wojewódzkim Ośrodku Medycyny Pracy we Wrocławiu.
- Specjaliści będą przyjmować wszystkich pacjentów. Nie potrzebne są ani skierowania, ani pieniądze – mówi Jarosław Tomczyk, dyrektor wrocławskiego WOMP-u. – Przeprowadzać będziemy między innymi badanie pola widzenia, bardzo ważne we wczesnym diagnozowaniu jaskry. Po promocyjnych cenach będzie można natomiast wykonać analizy w naszym nowym laboratorium.

Lekarze – specjaliści czekać będą w sobotę od godz. 8 do 15, w budynku WOMP, przy ulicy Oławskiej 14.
Za 25 złotych będzie można się też zaszczepić przeciwko grypie.

Autor artykułu: (TPB)

Zamek do remontu

Thursday, September 27th, 2001

(WROCLAW) Mur, fosa -słowem – prawdziwy zamek. W środku Leśnicy. Jest dom kultury, będzie muzeum. Zabytek idzie do remontu.

- Na Skoczylasa dom kultury przenoszą – powiedział nam Stanisław Zdunek, portier w leśnickim zamku.
Zamek jest niewielki, ale sympatyczny. Stoi w małym parku i jak na tego typu budowle przystało otoczony jest fosą. Przez fosę prowadzi most. Za nim jest spory taras.
- Ten taras remontowali jakieś cztery lata temu – opowiadał Zdunek. – Naprawili barierki, postawili latarnie – ładnie jest. Teraz będą znowu remontować. Odnowią cały budynek. A jak odnowią, to zrobią tu muzeum etnograficzne… My już tu nie popracujemy. Ja sam na wypowiedzeniu już jestem.
W zamku wiszą plakaty, reklamują się koła zainteresowań, kluby. W niedzielę w sali na parterze był lokal wyborczy.
- Teraz na wszystko pieniądze są konieczne – Stanisław Zdunek uśmiecha się. – Jak to dokładnie będzie – ja nie wiem. Przenoszą dom kultury. Mnie już tu niedługo nie będzie.

Autor artykułu: (TK)

Wysyłkowa draka

Wednesday, September 26th, 2001

(LWÓWEK ŚL.) – Czy ktoś może podejść do tego okienka? – denerwował się pan Janek, który chciał załatwić sprawę. – Jestem drugi w kolejce a stoję piętnaście minut. I to tylko dlatego, że nikt nas nie obsługuje. – Panie, tutaj tak często – uspokajała go starsza kobieta.

W tym roku remontowano urząd pocztowy. Wymieniono okna oraz drzwi, zamontowano miejsca dla tych, którzy chcą spocząć na chwilę. Prace kosztowały ponad 100 tysięcy złotych. Niestety, odkąd otwarto urząd na nowo, więcej jest narzekań, niż zadowolenia klientów z pracy placówki.

- Nic się nie da załatwić od razu – przekonuje Stanisław Pacak, petent. – Przyszedłem dopiero teraz, po dwunastej, bo wcześniej był tu taki ogonek, że aż na ulicy ludzie stali. W tym zimnie i deszczu.
Kolejki wzięły się stąd, że poczta prowadzi usługi wypłat zasiłków dla bezrobotnych. Wiele osób czeka nawet godzinę, by odebrać kilkadziesiąt złotych. – Myślałam, że te czasy już minęły – mówi pani Małgorzata. – Mam małe dziecko w domu, wyskoczyłam na chwilę, a muszę tutaj stać. Nie odpuszczę, bo nie mam nawet na mleko.

Pracują krócej
To nie koniec problemów związanych z funkcjonowaniem poczty. Od jakiegoś czasu skrócono godziny pracy. Wcześniej, w dni robocze, urząd był czynny do godz. 21, a teraz jedynie do 18. Podobnie w soboty – niegdyś w okienkach obsługiwano do godz. 18, a teraz jedynie do 15. – Nawet faksu teraz nie można wysłać – skarży się pan Tadeusz. – Kiedyś próbowałem, ale mi powiedziano, że się nie da, bo jest zepsuty.
- O wszystko proszę pytać w rejonowym urzędzie pocztowym w Jeleniej Górze – nie chciała udzielić informacji Jadwiga Zawiłowicz, naczelnik poczty w Lwówku Śląskim.

Autor artykułu: Robert Zapora

Przedszkole zostaje

Wednesday, September 26th, 2001

(MARCISZÓW, powiat kamiennogórski) Przy marciszowskiej szkole funkcjonuje przedszkole. Dotychczas były tam dwie grupy. Jednak w tym roku przedszkole skurczyło się do jednej grupy i … trafiło do piwnicy.

Rodzice byli oburzeni tą zmianą tym bardziej, że pomieszczenie było nieprzygotowane, zimne i nieprzyjemne. Dyrekcja twierdziła, że dzieci nie mogą wrócić do sal, które zajmowały dotychczas. Rodzice zastanawiali się czy nie zabrać dzieci, ale opiekują się nimi doskonali nauczyciele. Zwrócili się do wójt gminy Teresy Szarek. Po tej interwencji pomieszczenie wyremontowano i wyposażono. Dzieci przebywają już w godziwych warunkach.

Autor artykułu: (KOM)

Mandat w kieszeni

Wednesday, September 26th, 2001

(LEGNICA/JELENIA GÓRA) Halina Maria Szustak z Legnicy, która była na pierwszym miejscu listy Ligi Polskich Rodzin, zdobywając ponad siedem i pół tysiąca głosów, najprawdopodobniej została nową posłanką z legnicko-jeleniogórskiego okręgu wyborczego nr 1. Kandydatka do Sejmu sceptycznie odnosi się do pierwszych komunikatów o zwycięstwie.

- Nie świętuję, dopóki nie otrzymam oficjalnego komunikatu – przyznaje Halina Szustak. Kandydatka LPR prawie nie prowadziła kampanii wyborczej. Jej postać i nazwisko właściwie w ogóle nie pojawiały się w mediach. Bardzo trudno było znaleźć jakikolwiek kontakt z prawdopodobną posłanką.
Halina Szustak ma 56 lat. Jest rencistką. Ma wykształcenie średnie licealne i kilka kursów dokształcających. Od pięciu lat pracuje społecznie. Jest założycielką i prezesem Stowarzyszenia Uwłaszczeniowego i Gospodarczego na Dolnym Śląsku, członkinią Zarządu Ogólnopolskiego Forum Stowarzyszeń Uwłaszczeniowych. Organizatorką i absolwentką Studium Edukacji Narodowej w Legnicy. Założycielką i prezesem firmy „Własność”, której celem jest produkcja zdrowej żywności.
Prywatnie nowa posłanka jest wdową. Ma dwoje dorosłych dzieci. 33-letnia córka Renata ma siedmioletniego syna Kamila. Mieszka we Wrocławiu. Młodszy syn Haliny Szustak – 22-letni Arkadiusz niedawno się ożenił. Jest studentem trzeciego roku zarządzania.

Autor artykułu: Joanna Michalak

Niesłychane przejście

Tuesday, September 25th, 2001

(WROCŁAW/ZGORZELEC) Niemiecka straż graniczna nie wpuściła głuchoniemego kierowcy do Niemiec. – Byliśmy bezradni i oburzeni – skarży się jego córka, też głuchoniema. – Planowaliśmy spędzić dzień w Niemczech. Nic z tego nie wyszło.

Miejsce akcji: przejście graniczne w Zgorzelcu. Czas: 16 sierpnia, przed 9.00 rano. W samochodzie z Wrocławia na kontrolę czekały cztery osoby – głuchonieme małżeństwo w wieku średnim, ich córka i zięć, też głuchoniemi.
Strażnik się wściekł
- Najpierw podeszli polscy strażnicy. Sprawdzili nasze paszporty i bez problemu nas przepuścili – opowiada pani Joanna, córka kierowcy (imię zmienione). – Potem dokumenty sprawdził młody, niemiecki strażnik. Też pozwolił nam przekroczyć granicę.
I wtedy się zaczęło. – Podszedł starszy strażnik niemiecki, miał może 50 lat – opowiada dalej pani Joanna (porozumiewa się z nami na piśmie, bo tak najłatwiej). – Zabrał nasze paszporty. Spytał o coś mojego ojca. Ojciec pokazał mu, że nie słyszy, więc nie rozumie. Strażnik wypytywał też nas, ale odpowiedzieliśmy, że nie słyszymy. Był wściekły.
Strażnik kazał ojcu pani Joanny wysiąść z samochodu. Wziął go do polskiego strażnika. Zrugał swojego polskiego kolegę, że wpuszcza głuchoniemych.
Pani Joanna: – Polski strażnik spokojnie odpowiedział, że niesłyszący kierowca może normalnie prowadzić samochód. Wtedy Niemiec się wkurzył.
Znów wziął ojca pani Joanny – tym razem do swojej budki. Długo szukał jakiejś książeczki, żeby znaleźć jakiś przepis. Nie znalazł. Bardzo zdenerwowany wziął kartkę i koślawą polszczyzną napisał: „W Niemiec niemosliwe jechac kierowco!”.
Efekt: cała rodzina pani Joanny musiała zawrócić. Granicę przeszli piechotą, bo bardzo zależało im, żeby zobaczyć Gorlitz. – Gdy przechodziliśmy granicę, niemieccy strażnicy śmiali się z nas – kończy pani Joanna.
Można się poskarżyć
- To niebywała historia. Polscy głuchoniemi mają przecież prawo wjeżdżać do Niemiec, a niemieccy do Polski! – oburza się Zofia Danowska z wrocławskiego oddziału Polskiego Związku Głuchych.
- Takie zajście nie zostało odnotowane – dowiadujemy się w punkcie granicznym w Zgorzelcu. – Ci państwo powinni byli się wówczas zgłosić do kierownika zmiany na granicy. Zawsze można do niego pójść i porozmawiać.
Zgorzeleccy strażnicy podkreślają, że można też np. zgłosić takie zdarzenie komendantowi BGS, czyli niemieckiej straży granicznej. Urzęduje codziennie do 15.00.
- Ale głuchoniemi mogą przekraczać granicę, mogą też jeździć po Niemczech – rozwiewa wszelkie wątpliwości jeden ze zgorzeleckich strażników. – Owszem, muszą mieć zaświadczenie lekarskie, ale dokładnie tak samo jest u nas!
- Mają prawo jeździć po całym świecie – potwierdza Zofia Danowska. – Nasi głuchoniemi jeżdżą zresztą do Niemiec i świetnie sobie tam radzą.


Niebywała historia
* Zofia Danowska
* wrocławski oddział Polskiego Związku Głuchych
To niebywała historia. Polscy głuchoniemi mają przecież prawo wjeżdżać do Niemiec, a niemieccy do Polski! Wszyscy głuchoniemi mogą swobodnie poruszać się po krajach całego świata. Stanowią grupę ze wszelkimi prawami dotyczącymi wolnego człowieka. Nie mogą być dyskryminowani, tym bardziej przekraczając granicę. Ten wypadek wymaga kategorycznego potępienia. Nie wiem, czym kierował się niemiecki strażnik nie wpuszczając do swego kraju głuchoniemego kierowcy z rodziną.

Autor artykułu: Łukasz Medeksza

(Nie)kulturalnie?

Tuesday, September 25th, 2001

(JELENIA GÓRA) Rewolucja w instytucjach kulturalnych: jedno centrum i jeden teatr. Taki jest zamiar jeleniogórskich samorządowców. Będzie cięcie etatów? – Zasadnicze tło przemian to finanse – tłumaczy Józef Kusiak, prezydent Jeleniej Góry.

W Jeleniej Górze działa pięć domów kultury. Nic nie grozi bytowi ODK, MDK oraz sobieszowskiemu „Muflonowi”. Połączone mają być Regionalne Centrum Kultury i Miejski Ośrodek Kultury. Co to oznacza? Dwie spore instytucje mają się zmieścić w jednym budynku. Z całą pewnością nie będą miały dwóch dyrektorów. Czy nowa siedziba mającego powstać Miejskiego Centrum Kultury pomieści wszystkich pracowników? Wprawdzie władze zapowiadają, że chcą dokonać łączenia w harmonii i spokoju, jednak nie brakuje obaw i spekulacji co do dalszego bytu łączonych placówek.
Dlaczego?
- Przesłanek do połączenia tych jednostek jest wiele. Zasadnicze tło stanowią oczywiście kwestie finansowe, niemniej są i inne, ważne powody organizacyjne, repertuarowe – czytamy w komunikacie zarządu miasta. Niewątpliwie jeleniogórskie instytucje kultury kosztują miasto dużo. RCK dysponuje obiektami, których praktycznie nie wykorzystuje. Zdaniem rządzących miastem, połączenie obu placówek umożliwi sprzedaż niepotrzebnych w nowej sytuacji m.in. Baszty Grodzkiej, budynku przy ul. Grabowskiego i za uzyskane kwoty remont i modernizację obiektu przy ul. Bankowej. Nie wiadomo jednak, co będzie w tym budynku, gdzie jest sala widowiskowa i zaplecze różnych pracowni, skoro projektowane Miejskie Centrum Kultury ma się znaleźć w innym miejscu.
Dyrektorzy…
Kto zostanie szefem nowej placówki? Czy Danuta Sawicz, która od dawna dyrektoruje Miejskim Ośrodkiem Kultury? Czy Janusz Nagórny, dyrektor Regionalnego Centrum Kultury, związany z Jelenią Górą od wielu lat. Może zupełnie ktoś inny? Decyzje personalne zostaną zapewne rozstrzygnięte w konkursie. Wczoraj dyrektorzy obu placówek nie chcieli komentować projektowanych zmian. – Nie dyskutuję o sprawach, które ode mnie nie zależą – powiedział Janusz Nagórny. – Nie chcę się wypowiadać na ten temat – ucięła Danuta Sawicz. Wiadomo jednak, że to właśnie D. Sawicz opracowała wstępną koncepcję programową połączonych instytucji MOK i RCK.
Ludzie i kompetencje
W RCK jest 16 etatów, w MOK – ponad 20. W tej instytucji pracują – łącznie z personelem technicznym 22 osoby. Łącznie – 38 pracowników. Czy wszyscy zmieszczą się w budynku przy ulicy 1 Maja? Należy wątpić. Połączenie MOK z RCK to także pomieszanie kompetencji. Dotychczas MOK działał – zgodnie z nazwą – tylko w Jeleniej Górze. RCK organizował też imprezy poza miastem, nawet w odległej o 500 km Warszawie. Jak to pogodzić? Tę i inne kwestie rozstrzygną radni, którzy wkrótce – na specjalnej sesji – zapewne zdecydują o kulturalnej rewolucji w mieście.

Autor artykułu: Konrad Przezdzięk

Dobre wyniki MKS Paulinum

Tuesday, September 25th, 2001

(JELENIA GÓRA) Spore sukcesy odnoszą ostatnio biegacze na orientację Młodzieżowego Klubu Sportowego „Paulinum”. Przywieźli oni medale z mistrzostw i pucharu Polski zarówno w biegach indywidualnych, jak i w drużynowych.

W zawodach pucharu Polski, które odbyły się w Częstochowie w kategorii K-16 wygrała Joanna Wiśniewska, a w starszej kategorii wiekowe – czwarte miejsce zajęła Marta Kulpa. Także czwarty, ale w kategorii młodzików był Michał Nowak. Dobrze zaprezentowały się też sztafety juniorek (skład: Klaudia Baranowicz, Marta Kulpa, Joanna Wiśniewska) i młodzików (Wojciech Kulpa, Piotr Kulpa, Michał Nowak). Obie ekipy zakończyły zawody na drugich miejscach w swoich kategoriach. Juniorki nie spoczęły na laurach: kilka dni później dziewczęta w tym samym składzie wywalczyły brązowy medal na sztafetowych mistrzostwach Polski w Gdyni.

Autor artykułu: (ROB)

Kto bardziej obraził?

Monday, September 24th, 2001

(ŚWIDNICA) Kto kogo bardziej obraził? Czy opozycyjny radny Eugeniusz Grzesik prezydenta Adama Markiewicza, czy radni UW i SLD radnych AWS? Na razie skończyło się na wymianie listów otwartych między klubami radnych.

A wszystko zaczęło się jeszcze na sierpniowej sesji, kiedy radny AWS Eugeniusz Grzesik, przy okazji burzliwej dyskusji na temat rozszerzenia Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Invest-Park, podważył kompetencje prezydenta Adama Markiewicza (SLD). Radny Grzesik przypomniał prezydentowi okres, kiedy ten handlował kartoflami, nawiązując tym samym do braku kompetencji prezydenta miasta. Prezydent poczuł się urażony i zapowiedział oddanie sprawy do sądu. Tymczasem radni koalicji SLD – Unia Wolności wystosowali do przewodniczącego klubu AWS, Ireneusza Pałaca list, w którym wyrażają swój protest z powodu niestosownych sformułowań radnego. Radni wyrażają oburzenie, iż członek klubu AWS, który mieni się strażnikiem wartości etycznych, znieważył urząd prezydenta. Liczą także, że przewodniczący zdyscyplinuje radnego Grzesika. Pod protestem podpisali się radni SLD, UW, a także niezależni.
- Trochę mnie dziwi fakt, że list ten otrzymały najpierw wszystkie media, a potem dopiero ja – mówił na specjalnie zwołanej konferencji prasowej Ireneusz Pałac. – Co do samej treści: nie ma chyba bardziej obraźliwych sformułowań niż te, że radni AWS działają na szkodę miasta. Jeśli pan Grzesik powiedziałby nieprawdę, sprawa trafiłaby do sądu. A tak się nie stało. Czy pan prezydent handlował kiedyś kartoflami – to jest dla mnie obojętne. Być może radnego Grzesika poniosły emocje. Ale miał rację mówiąc, że wyzwania, postawione przed miastem, przerosły kompetencje prezydenta Markiewicza. Świdnica nie wykorzystała swojej szansy w momencie rozszerzania granic strefy ekonomicznej.

Autor artykułu: Agnieszka Bielawska

Początek ZOO

Monday, September 24th, 2001

(WROCŁAW) Piłkarze Śląska przerwali passę meczów bez zwycięstwa na własnym stadionie, pokonując w sobotę Groclin Dyskobolię Grodzisk Wlkp. 4:3. Był to już drugi mecz z rzędu, w którym wrocławianie zaaplikowali przeciwnikom cztery gole (niestety, ponownie stracili trzy). Jednym z bohaterów spotkania był Remigiusz Jezierski, który w niespełna 10 min, strzelił 2 bramki. Kolejnego gola w lidze strzelił również Ireneusz Gortowski, który debiutował przed publicznością Śląska na Oporowskiej.

Mecz Śląska z Groclinem wzbudził spore zainteresowanie nie tylko wśród kibiców wrocławskiej drużyny, ale również wśród polityków i artystów. Pojawił się m.in. prezes żużlowego Atlasa Wrocław, Ryszard Czarnecki, którego zabrakło na piątkowych zawodach żużlowych o „Złoty kask”. Czyżby oznaczało to zmianę sportowych zainteresowań prezesa Czarneckiego? W loży honorowej widoczny był również znany entuzjasta futbolu Bohdan Łazuka, który w przerwie spotkania dostał owację od kibiców znajdujących się pod krytą trybuną. Zanim jeszcze piłkarze wybiegli na murawę, można było zauważyć przyjacielską rozmowę rezerwowych obu drużyn, Jacka Paszulewicza z Groclinu i Rafała Naskręta ze Śląska.
Już pierwsze minuty pozwoliły uwierzyć kibicom, że Śląsk wreszcie przełamie fatalną passę bez zwycięstw na Oporowskiej. Wrocławianie od początku zaatakowali, czego efektem była bramka zdobyta w 8 min przez Sławomira Nazaruka. Z lewej strony dośrodkował Jarosław Lato, a Nazaruk strzałem głową w długi róg bramki nie dał szans bramkarzowi gości Krzysztofowi Kotorowskiemu. Nie minęło 10 min, a Śląsk prowadził 2:0. Nazaruk podał piłkę przed pole karne do Ireneusza Gortowskiego, ten zwodem minął obrońcę Groclinu, posadził na murawie Kotorowskiego i technicznym strzałem zdobył swoją drugą bramkę w ekstraklasie.
Niestety, potem wrocławianie oddali inicjatywę gościom, czego efektem były dwie bramki dla Groclinu. Najpierw, w 21 min, Benedykt Nocoń strzałem głową z kilku metrów pokonał Krzysztofa Pyskatego, a tuż przed przerwą wyrównał na 2:2, były piłkarz Śląska, Piotr Stokowiec.

Kaczuszka i słoń
Druga część spotkania rozpoczęła się, podobnie jak pierwsza, od falowych ataków gospodarzy. Jednak to goście byli blisko strzelenia gola, bowiem Jarosław Araszkiewicz znalazł się w dogodnej sytuacji, ale jego strzał poszybował wysoko nad wrocławską bramką. W odpowiedzi poszła kontra Śląska, którą zainicjował Krzysztof Szewczyk. Po indywidualnym rajdzie Szewczyk zagrał w pole karne, gdzie piłkę przejął Remigiusz Jezierski i strzałem w długi róg ponownie dał Śląskowi prowadzenie (3:2). Po zdobyciu bramki napastnik Śląska w oryginalny sposób manifestował swoją radość, naśladując… kaczuszkę. Ten sam zawodnik, 8 min później, strzelił czwartą bramkę dla Śląska (4:2). W zamieszaniu na polu karnym Groclinu piłkę nieudolnie wybijał Artur Szymczyk, przejął ją Jezierski i ponownie nie dał szans Kotorowskiemu. Po tym golu snajper Śląska pokazał coś, co przypominał słonia. Taki mim z niego. Po spotkaniu zapowiedział: – To dopiero początek ZOO, które będzie się powiększało po każdej strzelonej przeze mnie bramce.
Gospodarze zafundowali jednak swoim kibicom nerwową końcówkę. W 68 min rozmiary porażki Groclinu zmniejszył aktywny Grzegorz Rasiak (4:3 dla WKS-u), ale mimo prób, gościom nie udało się już wyrównać wyniku spotkania.

Autor artykułu: Artur Szkudlarek