(WROCŁAW) Piłkarze Śląska przerwali passę meczów bez zwycięstwa na własnym stadionie, pokonując w sobotę Groclin Dyskobolię Grodzisk Wlkp. 4:3. Był to już drugi mecz z rzędu, w którym wrocławianie zaaplikowali przeciwnikom cztery gole (niestety, ponownie stracili trzy). Jednym z bohaterów spotkania był Remigiusz Jezierski, który w niespełna 10 min, strzelił 2 bramki. Kolejnego gola w lidze strzelił również Ireneusz Gortowski, który debiutował przed publicznością Śląska na Oporowskiej.
Mecz Śląska z Groclinem wzbudził spore zainteresowanie nie tylko wśród kibiców wrocławskiej drużyny, ale również wśród polityków i artystów. Pojawił się m.in. prezes żużlowego Atlasa Wrocław, Ryszard Czarnecki, którego zabrakło na piątkowych zawodach żużlowych o „Złoty kask”. Czyżby oznaczało to zmianę sportowych zainteresowań prezesa Czarneckiego? W loży honorowej widoczny był również znany entuzjasta futbolu Bohdan Łazuka, który w przerwie spotkania dostał owację od kibiców znajdujących się pod krytą trybuną. Zanim jeszcze piłkarze wybiegli na murawę, można było zauważyć przyjacielską rozmowę rezerwowych obu drużyn, Jacka Paszulewicza z Groclinu i Rafała Naskręta ze Śląska.
Już pierwsze minuty pozwoliły uwierzyć kibicom, że Śląsk wreszcie przełamie fatalną passę bez zwycięstw na Oporowskiej. Wrocławianie od początku zaatakowali, czego efektem była bramka zdobyta w 8 min przez Sławomira Nazaruka. Z lewej strony dośrodkował Jarosław Lato, a Nazaruk strzałem głową w długi róg bramki nie dał szans bramkarzowi gości Krzysztofowi Kotorowskiemu. Nie minęło 10 min, a Śląsk prowadził 2:0. Nazaruk podał piłkę przed pole karne do Ireneusza Gortowskiego, ten zwodem minął obrońcę Groclinu, posadził na murawie Kotorowskiego i technicznym strzałem zdobył swoją drugą bramkę w ekstraklasie.
Niestety, potem wrocławianie oddali inicjatywę gościom, czego efektem były dwie bramki dla Groclinu. Najpierw, w 21 min, Benedykt Nocoń strzałem głową z kilku metrów pokonał Krzysztofa Pyskatego, a tuż przed przerwą wyrównał na 2:2, były piłkarz Śląska, Piotr Stokowiec.
Kaczuszka i słoń
Druga część spotkania rozpoczęła się, podobnie jak pierwsza, od falowych ataków gospodarzy. Jednak to goście byli blisko strzelenia gola, bowiem Jarosław Araszkiewicz znalazł się w dogodnej sytuacji, ale jego strzał poszybował wysoko nad wrocławską bramką. W odpowiedzi poszła kontra Śląska, którą zainicjował Krzysztof Szewczyk. Po indywidualnym rajdzie Szewczyk zagrał w pole karne, gdzie piłkę przejął Remigiusz Jezierski i strzałem w długi róg ponownie dał Śląskowi prowadzenie (3:2). Po zdobyciu bramki napastnik Śląska w oryginalny sposób manifestował swoją radość, naśladując… kaczuszkę. Ten sam zawodnik, 8 min później, strzelił czwartą bramkę dla Śląska (4:2). W zamieszaniu na polu karnym Groclinu piłkę nieudolnie wybijał Artur Szymczyk, przejął ją Jezierski i ponownie nie dał szans Kotorowskiemu. Po tym golu snajper Śląska pokazał coś, co przypominał słonia. Taki mim z niego. Po spotkaniu zapowiedział: – To dopiero początek ZOO, które będzie się powiększało po każdej strzelonej przeze mnie bramce.
Gospodarze zafundowali jednak swoim kibicom nerwową końcówkę. W 68 min rozmiary porażki Groclinu zmniejszył aktywny Grzegorz Rasiak (4:3 dla WKS-u), ale mimo prób, gościom nie udało się już wyrównać wyniku spotkania.
Autor artykułu: Artur Szkudlarek